niedziela, 17 maja 2015

Zamilcz.



Rozmawiamy.
O gorzkim smaku czarnej herbaty.
O wschodach i zachodach słońca.
O ogłupiającym wpływie komedii romantycznych.
O uporczywym dążeniu do celów.
O interesującej literaturze. 
O delikatnym aromacie Twojej skóry.
O bólu egzystencji.
O wpływie księżyca na życie ludzkiej rasy.
O niepewnych planach na przyszłość.
A może, tak po prostu, posiedźmy w ciszy.

wtorek, 12 maja 2015

Męcić, kręcić, nęcić.



Oscyluję na granicy poznania. Płynę z prądem, nurt jest rwący, niszczy wszystkie wątpliwości. I kiedy myślę, że już odkryłam kod nieśmiertelności, nagle zawracam.
Sytuacja bez zmian, a są one koniecznością w walce z czasem przeszłym i teraźniejszym.
Wciąż na nowo buduję nadzieję, a może to tylko złudzenie, sama już nie wiem.
Tkwię w stagnacji i swojej wybujałej wyobraźni, a wysokie mury rozbijam wykałaczką. 
Woda jest zmącona. 

poniedziałek, 11 maja 2015

Etapy przejściowe.



Radość. Śmiech. Beztroska.
Leżę w wysokiej trawie i patrzę na słońce przez różowe okulary. Odrobinę tłumią jego blask, dzięki czemu mogę bezkarnie upajać się tym niesamowitym pięknem.
Gdzieś koło mojego lewego ucha brzęczy pszczoła, coraz słabiej, aż w końcu milknie.
Pewnie poleciała w stronę łąki.
Rozkoszna woń wilgotnej ziemi wciąż towarzyszy mojemu rozmarzeniu, tak samo jak delikatny powiew letniego wiatru, rozwiewającego pojedyncze kosmyki włosów.
Obok mnie układa się rudy kot, mrucząc cicho z tylko dla niego wiadomej przyczyny.
Jest tak ciepło, tak miło, tak wspaniale, tak rozkosznie.
I nie chcę więcej, to mi do szczęścia wystarczy.


Melancholia. Ból. Strach.
Z samego rana biorę się za koszenie trawy, aby zdążyć przed burzą. Niestety, dopada mnie niespodziewanie, błysk przecina granatowe niebo, potężne krople padają na obnażone elementy ciała, temperatura gwałtownie spada. Stoję jakby wrośnięta, nie potrafię się ruszyć, coraz bardziej moknę.
Grzmi, ziemia pod stopami lekko drży, ciemność pochłania krajobraz wokół, ciało lodowacieje, powietrze staje się ciężkie, nie mogę oddychać.
Matka woła mnie do domu, ale nie potrafię jej usłyszeć ani dostrzec. Krople są za głośne, niebo za mroczne, a ja zbyt słaba.


Otępienie. Apatia. Letarg.
Siedzę na suchej trawie i patrzę w przestrzeń.
Widzę własne myśli - serię obrazów, dźwięków i zapachów, wszystko zmieszane i wirujące, jak w kalejdoskopie.
Jestem centrum wszechświata i czarną pustką. Porannym spokojem i żałosną nocą. Czas jest fikcją, tak samo jak uczucia i odczucia.
Emocje to echo we wspomnieniach, ledwo słyszalne, błąkają się w sekretach przeszłości.
Nie ma wszystko. Jest tylko nic.